
Janina Giedroyć-Wawrzynowicz (1902-1995)
Janina Giedroyć-Wawrzynowicz (1902-1995) artystka, pedagog, ceniona polskich graficzek, a w 1939 roku matka trzyletniej Róży. W czasie okupacji w Otwocku uczyła młodzież rysunku, wykorzystując swoje doświadczenie artystyczne i pedagogiczne na tajnych kompletach. Jednocześnie robiła wszystko, by wojna nie odebrała Róży całego dzieciństwa. Nie walczyła na barykadach i nie nosiła broni. Jej wojenne doświadczenie było doświadczeniem cywilnej kobiety, matki i wdowy, która musiała zapewnić dziecku opiekę w czasie okupacji. Wielokrotnie zastanawiała się, jak ochronić dziecko przed grozą wojny, gdy świat za oknem płonie, a nocne niebo rozjaśnia łuna pożarów nad Warszawą; jak uchronić resztki dzieciństwa przed śmiercią, lękiem i głodem, gdy ściany drżą od wybuchów, a przez mury przenika jęk rannych? Taki dylemat miały też setki tysięcy matek Polek, mieszkanek Warszawy, okolicznych miejscowości, w tym wdów katyńskich.
Janina od lat tworzyła dla córki papierowe lalki. Po 1 września 1939 roku zmienił się świat wokół dziewczynki. Jej ojciec, ppor. rez. Urban Antoni Wawrzynowicz, nauczyciel otwockiego gimnazjum i liceum, dostał się do niewoli sowieckiej. Jako jeniec obozu w Kozielsku, został zamordowany w Katyniu w 1940 roku, o czym rodzina dowiedziała się z prasy gadzinowej w 1943 roku, po odkryciu przez Niemców masowych mogił w Lesie Katyńskim.
Tak jak zmieniał się świat wokół dziewczynki, zmieniały się także jej zabawki. Przed wojną lalki były kolorowe, eleganckie, miały rozmaite stroje i dodatki. W czasie okupacji ich wygląd się zmienił. Pojawiły się ciemniejsze barwy, skromniejsze ubrania, inne fryzury. Dla Janiny lalki były czymś więcej niż zabawką – sposobem na stworzenie córce bezpiecznej przestrzeni wyobraźni w rzeczywistości, w której bezpieczeństwo właściwie przestało istnieć.
Kiedy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie Róża miała osiem lat. Podwarszawski Otwock znajdował się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Wieści o walkach, rannych, zabitych i płonącym mieście potęgowały lęk i niepokój. Zatroskane spojrzenia dorosłych i cisza zapadająca, gdy pojawiały się wiadomości o kolejnych ofiarach, a nade wszystko – widok płonącego miasta, dla dziecka były trudnym doświadczeniem. W takich warunkach Janina nadal wykonywała dla córki papierowe lalki, które choć na chwilę pozwalały Róży wrócić do świata zabawy.
Była to cicha forma oporu, podejmowana przez tysiące cywilnych kobiet, które w wojennej codzienności walczyły o przetrwanie – zdobywały żywność, opiekowały się dziećmi, rannymi i starszymi, szukały bezpiecznego schronienia i starały się, mimo wszystko, podtrzymywać rytm codziennego życia. Narzędziami ich walki nie była broń czy prasa, lecz papier, farby i wyobraźnia. Janina nie mogła zatrzymać wojny ani uchronić córki przed rzeczywistością terroru powszechnego. Mogła jednak próbować ocalić dla niej coś, co wojna odbierała dzieciom szczególnie szybko – poczucie bezpieczeństwa, odrobinę normalności i świat dziecięcej wyobraźni.
Krytyk sztuki, Stach Szabłowski, komentując kolekcję papierowych lalek, pisał o sile „wyobraźni, miłości i czułości”, dzięki którym artystka stworzyła dla córki azyl od wojny i okupacji. Zwracał uwagę, że taki rodzaj działania także można uznać za formę oporu. Jeżeli za pomocą papierowych lalek Janina była w stanie zapewnić małej dziewczynce odrobinę radości, normalności i oddechu od horroru okupacji – „to swoje powstanie przecież wygrała”.
Podczas Powstania Warszawskiego znaczna część jej przedwojennego dorobku Janiny Giedroyć-Wawrzynowicz uległa zniszczeniu. Wiele prac zaginęło. Ocalały natomiast papierowe lalki wykonane dla córki. Dziś mają wyjątkową wartość – pokazują okupację i Powstanie Warszawskie z perspektywy codzienności cywili i dzieci. Są one czymś więcej niż pamiątką po wojennym dzieciństwie. Są świadectwem cichego kobiecego oporu – walki o zachowanie tego, czego wojna nie powinna mieć prawa odebrać: wyobraźni, bliskości, nadziei i dzieciństwa.
Historia Janiny i Róży przypomina, że Powstanie Warszawskie było doświadczeniem nie tylko walczących żołnierzy, ale całej społeczności. Generał Zbigniew Ścibor-Rylski „Motyl”, wspominając po latach Powstanie, mówił o ogromie cierpienia ludności cywilnej. Podkreślał, że powstańcy przeżywali walkę inaczej niż mieszkańcy miasta, którzy pozostawali w piwnicach – wraz z dziećmi, także tymi, które urodziły się w czasie Powstania lub miały zaledwie kilka miesięcy.
Wśród cywilów były matki siedzące z dziećmi w piwnicach i domach, próbujące zdobyć żywność, zapewnić schronienie i uspokoić najmłodszych. Kobiety, które musiały jednocześnie mierzyć się z własnym strachem i chronić przed nim dzieci. Dla nich wojna nie kończyła się na ostrzale czy bombardowaniu. Wchodziła do domów, piwnic i codziennych rozmów. Zabierała ojców, mężów, bliskich. Niszczyła poczucie bezpieczeństwa. A jednak nawet w takim świecie matki próbowały zachować dla swoich dzieci choćby fragment normalności.
Po wojnie Janina Giedroyć-Wawrzynowicz powróciła do pracy pedagogicznej. Tworzyła tez obrazy i grafiki, wystawiając swoje prace w kraju i za granicą. Jej dorobek liczy około siedmiuset prac. Zmarła w Warszawie w 1995 roku, w wieku 93 lat.


