Przejdź do treści
Maria Rondomańska ps. Jutrzenka (rysunek)
Albina Rondomańska ps. Alba

„Jutrzenka” Maria Rondomańska (1924-2018)

To… wszystko było dobre, każdy moment, który się przeżyło, był doskonały. Ale tej świadomości, że właśnie tak jest, to tego nie było, to był szalenie intensywny dalszy ciąg cały czas, następne życie.
Tak o Powstaniu Warszawskim mówiła
Maria Rondomańska „Jutrzenka” / „Maryla” – sanitariuszka w szpitalu powstańczym w Al. Ujazdowskich 37, córka zamordowanego w Katyniu mjr. lek. Stanisława Rondomańskiego.
Urodziła się 24 października 1925 roku w Wilnie. W 1938 roku wraz z rodziną przeniosła się do Warszawy, gdzie jej ojciec – lekarz wojskowy i wykładowca higieny w Centrum Wyszkolenia Sanitarnego – rozpoczął służbę w Szpitalu Ujazdowskim. Po wybuchu wojny, zaledwie 14-letnia Maria zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Początkowo zajmowała się przenoszeniem korespondencji, następnie pracowała przy fałszowaniu dokumentów w jednej z komórek konspiracyjnych. W czasie okupacji kontynuowała także naukę na tajnych kompletach oraz w konspiracyjnej Szkole Zaorskiego – placówce kształcącej przyszłych lekarzy.
Matka Marii – Albina Rondomańska, ps. „Alba” – była aktywną działaczką konspiracyjną i główną intendentką Rady Głównej Opiekuńczej. W okresie poprzedzającym wybuch Powstania Warszawskiego odpowiadała za przygotowanie zaplecza materialnego dla przyszłego zrywu. W piwnicach dawnego Centrum Wyszkolenia Sanitarnego przy Al. Ujazdowskich gromadzono materace, łóżka, środki medyczne oraz zapasy żywności, które później służyły rannym powstańcom, ludności cywilnej, a także rannym żołnierzom niemieckim. Tuż przed 1 sierpnia 1944 roku „Alba” skierowała córkę do punktu sanitarnego przy Al. Ujazdowskich 39, gdzie miała pełnić służbę. Tam zastał ją wybuch walk. Jak wspominała w rozmowie z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego w 2005 roku: Nie było innego wyboru. Nie było innej możliwości. Jaka była inna możliwość? Czekać aż Niemcy nas wytłuką, a Rosjanie by po drugiej stronie stali i czekali. Nie, nie było innej możliwości”. Wraz z mieszkańcami Warszawy, stanęły do wsparcia walki zbrojnej o wyzwolenie nie tylko ukochanej stolicy, ale całej Polski.
Początkowo budynek przy Al. Ujazdowskich 39 znajdował się na granicy obszaru kontrolowanego przez powstańców. Przez pierwsze dni mieszkańcy i pracownicy ukrywali się przed Niemcami, którzy poruszali się ulicą na czołgach. Dopiero po wybiciu przejścia w murze przez powstańców obiekt znalazł się po stronie polskiej. W budynku tym zorganizowano improwizowany szpital powstańczy. Początkowo zajmował jedynie część parteru, jednak wraz ze wzrostem liczby rannych rozszerzano jego działalność na kolejne pomieszczenia, a następnie na piwnice. Maria pełniła służbę przy rannych. Pracowała na sali opatrunkowej, pomagała lekarzom, wykonywała najprostsze, ale niezbędne czynności pielęgnacyjne. „Jutrzenka” pracowała bez wytchnienia w dzień i noc.
Wśród najtrudniejszych doświadczeń, poza śmiercią pierwszych rannych pacjentów, wymieniała także brak wody. Pod ostrzałem i w każdej chwili narażeni na śmierć sanitariusze oraz personel szpitala chodzili po wodę do sąsiednich podwórek. Przy studni ginęli ludzie zabijani przez niemieckich snajperów. Jednym z najbardziej przejmujących wspomnień Marii Rondomańskiej była sytuacja, gdy musiała rozdysponować wodę rannym Niemcom przebywającym w szpitalu. Część powstańców sprzeciwiała się podaniu im wody, jednak sanitariuszka zdecydowała, że jako rannym należy im pomóc.
Dla Marii Rondomańskiej doświadczenie Powstania było dowodem, że nawet w czasie największego okrucieństwa wojny człowiek może zachować człowieczeństwo. Podkreślała, że nie można oceniać wszystkich ludzi jedną miarą – wspominała zarówno niemieckie zbrodnie, jak i pojedyncze przykłady ludzkich odruchów.
Po kapitulacji Powstania szpital przy Al. Ujazdowskich został ewakuowany w wyjątkowych warunkach. Niemcy podstawili ciężarówki, którymi przewieziono rannych wraz z personelem sanitarnym. W każdym wagonie kolejowym znajdowała się sanitariuszka opiekująca się rannymi. Łącznie ze szpitala ewakuowano 130 osób – rannych, personel medyczny i pomocniczy. Maria trafiła wraz z matką do obozu jenieckiego Stalag XI A Altengrabow, a następnie do obozu Oberlangen. W niewoli nadal opiekowała się rannymi. Wyzwolenie obozu Oberlangen nastąpiło w kwietniu 1945 roku przez żołnierzy 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Maria Rondomańska została wówczas skierowana do polskiego szpitala przyfrontowego, gdzie nadal służyła jako sanitariuszka.
W 1943 roku Maria Rondomańska z publikowanych przez Niemców list zidentyfikowanych ofiar ekshumowanych w Lesie Katyńskim dowiedziała się o śmierci ojca. Do końca życia podkreślała, że decyzja o przeniesieniu rodziny do Warszawy przed wojną uratowała ją i najbliższych przed deportacjami, które dotknęły wielu mieszkańców Wilna po wkroczeniu Sowietów.
Po wojnie Maria Rondomańska nie wróciła do kraju, który uważała za pozostający pod sowiecką dominacją. Kontynuowała studia medyczne w Belgii, gdzie ukończyła Uniwersytet w Brukseli i przez wiele lat pracowała jako lekarka. Angażowała się także w pomoc dla Polski oraz działalność wspierającą środowiska opozycyjne w krajach bloku sowieckiego. Do Warszawy powróciła dopiero po przemianach politycznych w 1990 roku.
Polecamy Państwu wywiad z Marią Rondomańską w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego (zrealizowany w 2005). Jej wspomnienia pozostają wyjątkowym świadectwem codzienności powstańczej służby – pełnej cierpienia, strachu i śmierci, ale także solidarności, odwagi i troski o drugiego człowieka.